Dzisiaj jest: wtorek, 17 październik 2017

Obecnie znajdujes sie na:

»Strona główna

» Monitor Wielkopolski

Monitor Wielkopolski

Poznański Biuletyn Miejski 17 sierpnia 2011

Poznań z perspektywy Brukseli
 
Rozmowa z Filipem Kaczmarkiem – poznańskim posłem do Parlamentu Europejskiego
 
Mateusz Malinowski: Jaki jest poziom wiedzy na temat Poznania europarlamentarzystów z innych państw? Czy pańscy zagraniczni koledzy i koleżanki znają Poznań, wiedzą gdzie leży i jakie mają z naszym miastem skojarzenia?
 
Filip Kaczmarek:To zależy od kraju ich pochodzenia. Europosłowie z krajów leżących geograficznie bliżej Polski, częściej znają Poznań. Nie spotkałem na przykład posła z Niemiec, który nie znałby Poznania, co nie znaczy, że wszyscy gościli w naszym mieście. Bywają również zaskakujące konotacje. Rozmawiałem kiedyś z kolegą z Irlandii, który w latach 70. był w Poznaniu jako gracz rugby, podczas zawodów i bardzo dobrze wspomina ten pobyt. Niekiedy losy życiowe europosłów były tak pogmatwane, że rzucały ich po różnych krajach Europy. Znam posła z Hiszpanii, który przez wiele lat przebywał na emigracji za czasów rządów generała Franco. Jemu również nie trzeba było tłumaczyć, gdzie leży Poznań. Częstym skojarzeniem z Poznaniem są Targi, znaczenie ma również bliskość Berlina. Nasze miasto bardziej znane jest także osobom interesującym się historią. Muszę powiedzieć, że wcale nie jest tak źle, jeśli chodzi o rozpoznawalność Poznania, jak nam się czasami wydaje. Kiedyś byłem pod tym względem bardzo sceptyczny, ale trzeba też mieć świadomość, że europosłowie to zazwyczaj osoby dobrze wykształcone, którzy nie są statystycznymi przedstawicielami swoich społeczeństw. Poziom ich znajomości Europy jest większy niż przeciętna w ich krajach.
 
MM: Poznań prowadzi od dłuższego czasu kampanię promocyjną w kraju i za granicą. To zarówno promocja marki miasta, ale też duże koncerty, festiwale, konferencje. Czy te działania są widoczne w Brukseli?
 
FK:Raczej nie. Z pewnością nie Poznań „z gwiazdką”. Tym interesują się raczej specjaliści od marketingu. Politycy i szerzej mieszkańcy Brukseli, Belgii nie interesują się tego rodzaju akcjami promocyjnymi. Jeżeli coś wzbudza zainteresowanie, to na przykład jakiś koncert, ale też w ograniczonym zasięgu geograficznym. Ktoś może przyjechać z Niemiec do Poznania na koncert Radiohead, ale na przykład z Portugalii raczej nie. Marketingowo lepiej oddziałują wydarzenia cykliczne – festiwal Malta, Animator, Ale Kino!, może w przyszłości Transatlantyk.
 
MM: A czy na przykład Europejczycy wiedzą, że w Poznaniu zlokalizowana jest jedna z największych fabryka Volkswagena na Starym Kontynencie?
 
FK:Nie sądzę. W Europie volkswagen jest postrzegany jako firma, w której duży udział mają władze regionalne landu Dolna Saksonia. Mniej istotne jest to, gdzie zlokalizowane są fabryki firmy, ponieważ w dzisiejszym świecie produkcja przemysłowa jest zglobalizowana. Z punktu widzenia konsumentów nie ma większego znaczenia, w jakim kraju wytwarzany jest produkt, chyba, że to miejsce ma jakieś negatywne skojarzenia. Na przykład część konsumentów woli kupować produkty pochodzące z innych krajów niż Chiny. Są również miejsca produkcji kojarzone pozytywnie, ale należą do nich takie państwa jak Niemcy czy Szwajcaria, Polska jeszcze takim krajem nie jest.
 
MM: W Parlamencie Europejskim organizował pan wystawę w związku z 50 rocznicą Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 r. Czy nie myślał pan o zorganizowaniu ekspozycji promującej współczesny Poznań, na przykład jego gospodarkę, nasze wiodące przedsiębiorstwa?
 
FK:W Parlamencie Europejskim z tego rodzaju prezentacją mógłby być pewien problem. Przepisy wewnętrzne Parlamentu dopuszczają promocję regionalną, wydarzenia związane ze sztuką, edukacją, ale już inicjatywa zorganizowania wydarzenia, mającego charakter komercyjny, bezpośrednio przedstawiającego jakieś firmy raczej nie uzyskałyby zgody na zorganizowanie wystawy.
 
MM: Rozpoczęta w lipcu prezydencja to szansa dla Polski, aby zaprezentować się jako kraj dojrzały, stabilny i potrafiący podejmować ważne sprawy europejskie. W jaki sposób na prezydencji może skorzystać Poznań? Najważniejsze wydarzenia związane z prezydencją odbędą się w naszym mieście w listopadzie. Czy to trochę nie za późno?
 
FK:Bardzo dobrze się stało, że Poznań znalazł się w gronie miast, w których będą odbywały się wydarzenia związane z prezydencją. Sam termin konferencji i spotkań w Poznaniu, przypadających na listopad, nie ma większego znaczenia. Rozmawiałem niedawno z kolegami z Węgier, którzy zakończyli prezydencję 30 czerwca. Zwrócili mi uwagę, że prezydencja rozpoczynająca się w lipcu jest odmienna od tej z pierwszego półrocza. To lipiec, a szczególnie sierpień są miesiącami, w których w instytucjach europejskich dzieje się naprawdę niewiele. Prezydencja jest szansą dla Poznania, ale nie mam na myśli bezpośrednich korzyści. Chodzi w tym przypadku o to, że instytucje europejskie organizują w tym czasie konferencje w Polsce. Poznań na miejsce swojego spotkania wybrał Komitet Regionów. W jednym z czasopism wydawanych w Brukseli „The Parliament Magazine”, w numerze poświęconym polskiej prezydencji, ukazała się reklama Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. W tym samym czasopiśmie znalazł się artykuł Marka Woźniaka, marszałka Województwa Wielkopolskiego, którego ilustracją było zdjęcie poznańskiego Ratusza. Dzięki temu, że naszego miasto aktywnie włączyło się w prezydencję, mówi się o nas w Europie, a to ewidentna wartość promocyjna.
 
MM: Był pan wcześniej radnym miejskim, a także urzędnikiem zajmującym się funduszami europejskimi. Czy obecność w Parlamencie Europejskim, dająca inną perspektywę, sprawiła, że zmienił pan swój pogląd na niektóre miejskie sprawy?
 
FK:Oczywiście mam teraz szerszy kontekst obserwacji. Widzę na przykład, że Unia Europejska planuje w długich perspektywach finansowych, z większym wyprzedzeniem niż w Polsce. Z perspektywy Brukseli lepiej też widać plusy i minusy tego, co dzieje się w Poznaniu, ponieważ większy jest materiał porównawczy. Mam po prostu więcej punktów odniesienia w porównaniu z pracą w Radzie Miasta, a później w Urzędzie.
 
MM: Często komentuje pan poznańską politykę, ocenia działania prezydenta Ryszarda Grobelnego. Gdyby miał pan określić swoje stanowisko wobec prezydenta to zaliczyłby siebie do opozycji czy siły popierającej?
 
FK:Instrumenty oceny polityki władz Poznania próbuję przenosić z Parlamentu Europejskiego, gdzie nie ma klasycznego podziału na koalicję i opozycję. Na poziomie Europejskim, w każdej konkretnej sprawie może zawiązać się grupa posłów lub państw, która popiera dane rozwiązanie. Takie doraźne koalicje mogą zmieniać się w zależności od sprawy. Mniej więcej w ten sposób próbuję oceniać działalność poznańskiego samorządu. Mogę skrytykować prezydenta Poznania za coś, co moim zdaniem robi źle i pochwalić za inne działania, realizowane w mojej opinii dobrze. Nie czuję się ani w opozycji do prezydenta, ale nie identyfikuję się też z siłą, która z definicji popiera wszystko, co robi prezydent. Pozwala to na komfort oceny czysto merytorycznej. Nie ma prezydentów, którzy zawsze robią wszystko dobrze albo wszystko źle. Mam na przykład krytyczne zdanie o sposobie budowy Stadionu Miejskiego, co nie znaczy, że nie popieram budowy takiego obiektu. Nie podoba mi się wiele rzeczy, które wydarzyły się podczas realizacji tej inwestycji.
Tym, co w Poznaniu szczególnie doskwiera mi w odniesieniu do przykładów europejskich, są konsultacje społeczne. W Poznaniu są one organizowane, ponieważ tak wypada, ale władze nie przejmują się ich wynikami. Tymczasem filozofia Unii Europejskiej jest taka, aby w wyniku konsultacji naprawdę zidentyfikować problemy lokalnych społeczności i odpowiadać na nie. U nas konsultacje organizuje się dla wymogów formalnych, a nie dlatego, aby wsłuchać się w argumenty mieszkańców i wziąć pod uwagę, że być może warto realizować ich postulaty. Brakuje mi autentyzmu w konsultacjach społecznych.
 
MM: Podczas ubiegłorocznych wyborów samorządowych pańskie nazwisko pojawiało się na giełdzie kandydatów Platformy na prezydenta Poznania. Czy rzeczywiście brał pan pod uwagę kandydowanie?
 
FK:Sprawami miejskimi bardzo się interesuję. Z Poznaniem czuję emocjonalny związek. Mam wiedzę i swoją opinię na temat funkcjonowania miasta. Nie mogę więc powiedzieć, że nigdy nie przemknęła mi przez głowę myśl, żeby kandydować na prezydenta Poznania. Przy tak poważnej decyzji trzeba brać po uwagę wiele czynników. Wybory samorządowe w 2010 roku odbyły się rok po tym jak zostałem wybrany do Parlamentu Europejskiego. Miałem wrażenie, że z mojej strony wyglądałoby to troszkę niepoważnie, gdybym po roku sprawowania mandatu europosła ubiegał się o mandat prezydenta miasta. To oczywiście jest dopuszczalne i niektórzy europosłowie tak zrobili. Znam koleżankę z Austrii, która została burmistrzem jednej z dzielnic Wiednia. Są takie precedensy, ale uważam, że byłbym nie w porządku wobec wyborców, gdybym na taki krok się zdecydował.
 
MM: Jesienią 2014 roku kolejne wybory samorządowe, a w czerwcu tego samego roku kończy się kadencja Parlamentu Europejskiego. Czy wtedy zdecyduje się pan odejść z Brukseli i powalczyć o Poznań?
 
FK:Politycy mają takie powiedzenie „nigdy nie mów nigdy”. To, że nie wykluczam takiej opcji wynika z mojego rzeczywistego zainteresowania miastem i zaangażowania w sprawy ważne dla mieszkańców. Natomiast na dziś nie potrafię odpowiedzieć na takie pytanie.
 
MM: Odchodząc już od spraw poznańskich i europejskich, chciałbym zapytać skąd wzięło pańskie zainteresowanie Tybetem i walką tego narodu o niezależność?
 
FK:To długa historia. Będąc posłem na Sejm, na początku lat 90 współorganizowałem pierwszą wizytę Dalajlamy w Sejmie. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z problemem narodu tybetańskiego. Kiedy zostałem posłem do Parlamentu Europejskiego i dowiedziałem się, że istnieje zespół wspierający Tybet, było dla mnie rzeczą naturalną dołączenie do niego. Zmagania Tybetańczyków przypominają mi filozofię będąca podstawą ruchu „Solidarności”. Niezgoda na panujący reżim i walka o jego odsunięcie, ale wyłącznie metodami pokojowymi. To jest też dla mnie moralne zobowiązanie, że skoro Polsce udało się odzyskać w ten sposób wolność, a są dziś narody, które jeszcze muszą o nią walczyć, to musimy im pomagać.
 
***
 
Filip Kaczmarek urodził się w Poznaniu. Ukończył studia historyczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Na początku lat 90-tych był przewodniczącym władz krajowych Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Poseł na Sejm I kadencji (1991-1993). Należał do Kongresu Liberalno-Demokratycznego, a później do Unii Wolności. W 2001 zakładał poznańską Platformę Obywatelską. W latach 1998-2002 pełnił mandat radnego i wiceprzewodniczącego Rady Miasta Poznania. W roku 2003 organizował od podstaw Biuro Funduszy Europejskich w Urzędzie Miasta Poznania zostając jednocześnie jego pierwszym dyrektorem. W 2004 roku został wybrany na posła do Parlamentu Europejskiego i pełni tę funkcję już drugą kadencję. W 2009 otrzymał tytuł MEP Award – najlepszego europosła w kategorii polityka rozwojowa. Od 2010 roku jest szefem poznańskiej Platformy Obywatelskiej.