|
Poniżej
publikujemy artykuł autorstwa posła Filipa Kaczmarka i Piotr Nycza,
jaki ukazał się 17.03.2007 r. na łamach poznańskiego dodatku
Gazety Wyborczej - w ramach redakcyjnej dyskusji ,,Przystanek Poznań".
Magiczny
realizm czyli... złoty środek
Powinniśmy
uczciwie docenić i pokazać światu to, co mamy i starać się walczyć
o więcej, o wartość dodaną. Tak, jak podczas Powstania
Wielkopolskiego - walczyć o coś, co jest możliwe, z wiarą, że uda
się to osiągnąć - piszą Filip Kaczmarek, Piotr Nycz*
Nowy
Jork, Londyn, Paryż, Berlin Poznań w ekstraklasie Ale po co i
dlaczego? Czy jest to realne? A dlaczego Lech Poznań nie wygrywa Ligi
Mistrzów? Dlaczego nie staramy się o organizację Igrzysk
Olimpijskich? Bo to plany, których jedynym rezultatem byłaby
frustracja, wynikająca z niemożności ich zrealizowania. Prosty
przykład - Lech Poznań cieszy się, że jego budżet jest jednym z
największych w kraju i będzie wynosił 30 milionów złotych. Dla
porównania jednak przychody Realu Madryt wyniosły w poprzednim
sezonie... 374 miliony dolarów. Zresztą wcale nie zazdrościmy
miastom, które skutecznie gonią ekstraklasę. Miasto, gdzie buduje
się najwięcej wieżowców na świecie, gdzie autostrady mają
miejscami trzy poziomy, gdzie "kolejka" na lotnisko jeździ
z prędkością 400 km/h to Szanghaj. Ale... to miasto nieprzyjazne
wobec własnych mieszkańców.
Nie
ma racji poseł Marcin Libicki, twierdząc, że nie ma nadziei dla
Poznania. Prof. Waldemar Łazuga słusznie upomina się o legendę
Poznania. Legenda przekuta w czyn? Poznański realizm z nutą
fantazji? Magiczny realizm albo po prostu złoty środek. Jeżeli nie
byłoby nadziei, to rzeczywiście można się spakować i wyjechać. A
więc czego nam potrzeba? Powinniśmy uczciwie docenić i pokazać światu
to, co mamy i starać się walczyć o więcej, o wartość dodaną.
Tak jak podczas Powstania Wielkopolskiego - walczyć o coś, co jest
możliwe, z wiarą, że uda się to osiągnąć (a może wtedy
Kolejorz zostanie mistrzem Polski i zagramy w Lidze Mistrzów).
Legenda
Poznania w oczach przybyszów z innych regionów Polski to ciągle to,
co słusznie określono najdłuższą wojną nowoczesnej Europy. To
konsekwentna walka o wolność i miejsce na wolnym rynku. Nie
rozmieniajmy tego na wizerunek krainy kartofla. O naszych szansach we
współczesnej Europie będą decydowały te same wartości, które
pozwoliły nam wygrać najdłuższą wojnę nowoczesnej Europy -
przedsiębiorczość, konkurencyjność, samorządność i
samoorganizacja. Legenda Poznania to dokładna antyteza fałszywej
alternatywy budowanej przez PiS. Alternatywy zmuszającej do rzekomego
wyboru między Polską liberalną, a solidarną. Karol Marcinkowski był
liberałem, gdy brał wysokie stawki od swych bogatych pacjentów za
solidnie wykonaną pracę i był solidarny, gdy angażował się w
działalność społeczną i pomoc potrzebującym. Edward hr. Raczyński
był liberałem, gdy czerpał zyski ze swych majątków i był
solidarny, gdy fundował bibliotekę. Panowie z wielką wizją i
fantazją twardo stąpający po ziemi. Legenda Poznania to współczujący
liberalizm.
Młodzi
ludzie wyjeżdżają z Poznania czy innych polskich miast nie tylko
dlatego, że kochają podróżować. Młodzi wyjeżdżają z prostego
powodu - w Londynie, Dublinie czy Brukseli mogą zarobić wielokrotnie
więcej niż w Poznaniu. Trudno zostać w mieście, gdzie średnie
wynagrodzenie miesięczne wystarcza na zakup 0,5 metra kwadratowego
mieszkania, a koszty najmu średniej wielkości mieszkania to ok. 70
proc. średnich zarobków. Z kolei starsi i bogatsi wyprowadzają się
poza Poznań, bo nie mają w mieście możliwości zbudowania domu.
Jak to zmienić?
Musimy
wrócić do myślenia, że miasto jest bogate tylko i wyłącznie zamożnością
swych mieszkańców. A zatem miasto powinno się skoncentrować na
tych działaniach, które mogą zwiększyć dochody jego mieszkańców.
Jak Poznaniacy będą bogaci, to będą mogli zaspokajać swe potrzeby
mieszkaniowe, edukacyjne, kulturalne, sportowe, rekreacyjne. Dlaczego
w latach 90. w Krakowie czy Wrocławiu nie było ułamka takich
koncertów i festiwali (Malta, Poznań Jazz Fair) jak w Poznaniu?
Mieszkańców tamtych miast nie było stać na kupno biletów. Poznań
już dużo wcześniej bywał miastem stwarzającym możliwości i
wykorzystującym potencjał mieszkańców i imigrantów. W taki sposób
osadnicy z Bambergu zostali Bambrami pokazując, że chłop może być
porządny, produktywny i lojalny. Inkluzja okazała się korzystna dla
włączających i włączanych.
Miasto
może się przyczynić do powstawania zróżnicowanej oferty
mieszkaniowej dla obywateli o różnym poziomie dochodów: sprzedawać
mieszkania komunalne, zwiększać podaż gruntów przeznaczonych pod
budownictwo indywidualne i wielorodzinne, skonsolidować towarzystwa
budownictwa społecznego, usprawnić zarządzanie zasobami
komunalnymi. Pośrednim celem tych działań jest ustabilizowanie lub
zwiększenie bazy podatkowej. A tak naprawdę - autokreacja. Skoro
miasto jest dla mieszkańców, to im więcej mieszkańców, tym miasto
jest bardziej potrzebne. Można to ująć inaczej - nie ma miasta bez
mieszkańców, a więc to oni powinni być podmiotem polityki
miejskiej. Interes budżetu miasta jest tylko wtedy sensowny i
akceptowalny, jeżeli można wykazać, że w jakiś konkretny sposób
służy mieszkańcom. Budżet nie jest celem samym w sobie. Budżet
jest narzędziem.
Celem
władz miasta powinno być organizowanie przestrzeni. I tu konkretnych
zadań jest mnóstwo - począwszy od rewitalizacji historycznych
dzielnic, przez budowę III ramy komunikacyjnej, ograniczenie ruchu
samochodowego w centrum (np. wzorem Brukseli przez tunele tranzytowe)
i wyprowadzenie targów poznańskich na tereny mniej istotne
urbanistycznie, po przywrócenie miastu Warty i terenów nadwarciańskich.
Ważne jest zagospodarowanie terenów kompletnie niewykorzystanych.
Miasto mogłoby być w takich sprawach bardziej ofensywne, np. jeżeli
PKP jest dłużnikiem miasta, to trzeba zmusić firmę do oddania
"Wolnych Torów". Mamy też sporo obiektów i przestrzeni,
których potencjał jest zamrożony - Śródka, Stara Rzeźnia, Stara
Gazownia, Zajezdnia przy ul. Gajowej czy Synagoga. Ową
"zorganizowaną" przestrzeń wypełnią już sami mieszkańcy
i przyjezdni swą aktywnością, przedsiębiorczością i kreatywnością.
Otwartość
na inwestorów nie powinna być deklaratywna, ale rzeczywista.
Warunki, z którymi spotykają się w Poznaniu potencjalni inwestorzy
wcale nie zachwycają. Szczerze mówiąc, mamy wrażenie, że trzeba
być mocno zdeterminowanym, aby doprowadzić inwestycje do szczęśliwej
realizacji. Można oczywiście powiedzieć, że przecież to leży w
interesie własnym inwestorów. Owszem, ale przecież jest to jednocześnie
interes miasta i mieszkańców. Aby prowadzić politykę
proinwestycyjną jest potrzebna jeszcze jedna rzecz - oferta. Bez
oferty polityka proinwestycyjna jest mistyfikacją. Przypomina reklamę
piwa, którego nigdzie nie można kupić.
Czy
Poznań potrzebuje więcej centrów handlowych? Raczej nie. Żal
patrzeć, co się stało z zielonymi terenami na Winogradach. Szansą
Poznania może być lepsza współpraca metropolitalna. Dziś widać
wyraźnie, że myśląc o długofalowym rozwoju miasta nie sposób
robić tego sensownie w oderwaniu od powiatu ziemskiego. Nawet jeżeli
przepisy tego nie wymagają. Miasto i powiat ziemski powinny ściśle
koordynować swoje plany rozwojowe. Bliska współpraca gmin, starosty
ziemskiego i marszałka może przynieść olbrzymie zmiany w rozwoju
miasta.
Odrzućmy
fałszywe ambicje. Wcale nie musimy być najwięksi, by być
najlepszymi. Jakość życia mieszkańców jest ważniejsza niż
przebywanie w wyimaginowanej ekstraklasie. "Szczęście przy
pieniądzach": dobra praca, mieszkanie, więzi rodzinne i społeczne,
wolność, atrakcyjna oferta edukacyjna, kulturalna i rekreacyjna - to
są właściwe cele. Poznań nigdy nie stanie się Barceloną,
Zurychem czy, na szczęście, Warszawą. Poznań powinien chcieć
pozostać Poznaniem, łączącym najlepsze tradycje wielkopolskie ze
skuteczną odpowiedzią na wyzwania współczesności.
|